Dzisiaj krótko... ale takiego hita w domu jeszcze nie wyprawiłam ;)
Dwa dni temu upiekłam chleb. Po długiej przerwie chodząc po sklepie spożywczym stwierdziłam, że przecież od czegoś mam maszynkę do pieczenia :) A ten kupny chleb to niezależnie od piekarni coraz mniej nam smakował. Kupiłam więc mąkę/mieszankę (wydaje mi się, że to tak i tak lepiej), kefir i drożdże. W domu wrzuciłam wszystkie składniki do maszynki w zalecanych proporcjach i czekałam.
Udało się :) Może nie był za duży, ale na naszą ilość zjadanego chleba starczył na dwa dni.
Dzisiaj więc pomyślałam o kolejnym. Zwłaszcza, że mąka i drożdże jeszcze były. Kefir kupiłam i zostawiłam, by zbliżył się do temperatury pokojowej. Po 2-3h wróciłam do kuchni, zapakowałam formę do maszynki, do niej składniki i włączyłam.
Po jakiejś godzinie zdziwiłam się, że mało się wymieszało, ale M. stwierdził, że ona miesza kilka razy i nie mam się przejmować. Po kolejnej godzinie on zajrzał... i stwierdził, że chyba tym razem nie wyszło... bo przypomina dziwną maź, a nie piekący się chlebek.
- "Może zmieniłaś proporcje? Za mało mąki dałaś?"
- "Nie, mąki było trochę więcej."
- "A kefir?"
- "Kefiru stosunkowo nie dałam za dużo. Podobnie jak poprzednio..."
- "A mieszadło włożyłaś?"
... i tu zapadło moje głębokie, wymowne milczenie... :D
Oho, widzę, że ciążowy stan elegancko się rozbujał. Będzie jeszcze zabawniej, wiesz, im dalej w las...;) Pod koniec ciąży zapewne nie raz będziesz się zastanawiać, gdzie posiałaś własną głowę;)
OdpowiedzUsuńHa, ha... I nam się zdarzało. Przypomniałaś mi o maszynie. Chyba czas ją odkurzyć :)
OdpowiedzUsuńHahahaha :D :D :D
OdpowiedzUsuńSkąd ja to znam. Ja tez przymierzam się do odkurzenia maszyny. Mi się marzy chleb z zakwasu. Tylko brakuje cierpliwości aby go wyhodować.Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńEee tam - mieszadło, szczegół :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia serdeczne. Zaraz będzie półmetek. Ale fajnie :)
Wprawdzie maszyny do chleba nie posiadamy i zawsze zadowalamy się kupnym pieczywem, to i mnie różne przypadki w domu się zdarzają. Ostatnio "odkurzałam" mieszkanie tak zaciekle, że nie zauważyłam, iż trzymam w ręku rurę, która w ogóle nie jest podpięta do odkurzacza - i również dopiero mąż zwrócił mi na to uwagę ;)
OdpowiedzUsuńheheheh... rozwaliłaś mnie.. You made my day :)
OdpowiedzUsuńWitaj:) Od jakiegoś czasu buszuję sobie w świecie blogowym i zaczytuję w mniej lub bardziej skomplikowanych historiach życiowych. Dużo z nich czerpię dla siebie, uczę się, zbieram wiadomości, czasem "współsmucę", czasem cieszę.
OdpowiedzUsuńA dziś... dziś spotkało mnie zaskoczenie, bo pękłam ze śmiechu!!! Dosłownie śmieję się w głos! Bardzo to przyjemne:)
Dołączam do grona Twoich czytelniczek. Gratuluję 17tc i trzymam kciuki:)
Ale ciszaaaaaaaaaa:)
OdpowiedzUsuńnoooo.... ;)
Usuńcieszę się, że wielu z Was poprawiłam humor :D ja sama za każdym razem jak wspominam tą sytuację, to mam banana na twarzy :)
OdpowiedzUsuń